poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 2



„Nie przestaje się kochać człowieka tylko dlatego, że cos w życiu spieprzył”

            Podeszłyśmy z Clare w stronę tych dziwnych odgłosów, czyli bliżej tylnego wejścia w ciemnej uliczce. Schowałyśmy się za murkiem tak, aby w razie czego nikt nas nie zobaczył. Głosy tym razem stały się wyraźniejsze i mogłyśmy wszystko usłyszeć
-Gdzie jest moja kasa?! – Słysząc taki mroźny głos aż ciary przeszły mi po całym ciele.
-Proszę daj mi jeszcze, chociaż dwa dni, nie mam przy sobie tej kasy. – Powiedział ktoś inny. Był przerażony.
-Umawialiśmy się na dzisiaj. Chyba Cię ostrzegałem, co się stanie jak niedostane tej kasy, prawda? – Powiedział ten pierwszy  śmiejąc się. To nie był normalny śmiech. Przerażona spojrzałam na Clare i miałam wrażenie, że zaraz zemdleje. Złapałam ją za ręke, aby dodać jej otuchy i … przy okazji sobie też. Nagle usłyszałyśmy błagania wiec postanowiłam, że wychylę się delikatnie i zobaczę, co się dzieje.
To, co zobaczyłam odmieniło moje życie raz na zawsze.
Było ich pięciu i każdy miał na sobie bluzę z kapturem. Wszyscy stali dookoła chłopaka, który klęczał przed jednym z nich i błagam o to, aby dali mu jeszcze dwa dni. Koleś nie słuchał go tylko bezceremonialnie wyjął z kieszeni nóż i od tak dźgnął klęczącego w brzuch. Przerażona wydałam z siebie krzyk razem z, Clare która też widziała całą sytuacje. Ogarnęłyśmy, co zrobiłyśmy dopiero po tym jak wszystkie głowy zostały odwrócone w nasza strone. Bez zastanowienia wzięłam Clare za rękę i pobiegłyśmy do klubu nawet się nie odwracając. Wbiegłyśmy z nadzieją wmieszania się w, tłuma kiedy nagle na kogoś wpadłyśmy. Przysięgam, że serce mi właśnie w tym momencie stanęło. Gdyby nie czyjeś silne ręce upadła bym na tyłek. Z przerażeniem spojrzałam w góre i z ulgą odetchnęłam, kiedy ujrzałam tak dobrze mi znane błękitne oczy. Nie wiele myśląc wtuliłam się w przyjaciela i pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Ej mała, co się dzieje? Ktoś Cię skrzywdził? – Zapytał ze spokojem, ale widziałam malującą się złość w jego oczach.- Co wy jesteście takie przerażone? – Spojrzał najpierw na mnie a potem na zapłakaną Clare tulącą się do Rayana. Opowiedziałyśmy im tylko o tym, że widziałyśmy jak się biją i po prostu się wystraszyłyśmy. Nie chciałyśmy im mówić wszystkiego, bo nie chciałyśmy, aby w razie, czego byli narażeni na niebezpieczeństwo. Chłopcy po usłyszeniu wszystkiego zaproponowali, że odwiozą nas do domu. Napisałam SMS do Any, że wracamy do domu, bo się źle poczułam. Widziałam ją w tłumie tańcząca z jakimś chłopakiem wiec stwierdziłam, że później przeczyta SMS, ale żeby nie było …
Po 30 minutach byliśmy już w domu. Podziękowałyśmy i powiedziałyśmy żeby pojechali z powrotem do reszty. Nie chciałyśmy, aby marnowali wieczór przez nas. Chłopcy niechętnie się zgodzili, ale poszli pod warunkiem ze będziemy w stałym kontakcie. Kiedy wyszli obie poszłyśmy do pokojów aby się wykąpać itp. A potem się umówiłyśmy w moim pokoju aby pogadać.
Kiedy weszłam do pokoju osunęłam się po drzwiach na podłogę i zaczęłam płakać. Nie wytrzymałam tego napięcia. Musiałam dać upust emocją.. Kiedy po 5 minutach jako tako się ogarnęłam, wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czystą bieliznę i za duża koszulkę mojego brata. Pamiętam jak jeszcze kiedyś mieszkaliśmy razem.. zawsze mu je podbierałam hahah nie moja wina, że kocham męskie koszulki. Przed wejściem do łazienki zdjęłam jeszcze moją sukienkę i odwiesiłam do szafy a biżuterie odłożyłam na półkę. Kiedy weszłam pod prysznic i pierwsze letnie krople zaczęły spływać po moim ciele poczułam w pewnym sensie jakąś ulgę … Czułam że spływa po mnie cały ten brud dzisiejszego wieczoru. Kiedy skończyłam prysznic opatuliłam się moim mięciutkim ręcznikiem i umyłam zęby a następnie ubrałam się w przygotowane rzeczy. Włosy związałam jeszcze w kitkę i weszłam do mojego pokoju, w którym czekała już moja przyjaciółka z dwoma kubkami gorącej czekolady. Kocham ją normalnie.
Skierowałam się na łóżko i usiadłam po turecku.
-Co my teraz zrobimy? Nie możemy powiedzieć im wszystkim prawdy. Bella nie możemy narazić ich na niebezpieczeństwo!- Ona jest przerażona…
-Skarbie ja wiem o tym wszystkim. Trzymajmy się wersji, którą powiedziałyśmy chłopaką okey?- Złapałam ja za rękę.- Damy rade, ale musimy się trzymać razem. Ja wiem, że to, co się dzisiaj stało Cię dobiło, ale nie możemy się poddać. Oni nas widzieli i musimy mieć oczy dookoła głowy tak? – ”Ona musi być twarda jak zawsze. Nie możemy teraz się poddać, ale cholera jasna my nawet nie widziałyśmy ich twarzy! „ Porozmawiałyśmy jeszcze chwile a potem nawet nie wiem, kiedy zasnęłyśmy…

***
Obudziły mnie promienie słoneczne, które denerwowały mnie już na powitanie dnia. Podniosłam się do pionu i zobaczyłam, że moja przyjaciółka jeszcze smacznie śpi. Nie chciałam jej budzić, bo po wczorajszym powinna się wyspać. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam, że jest po 11. No ładnie. Delikatnie wstałam z łóżka, aby nie obudzić Clare i zeszłam do kuchni, aby zrobić jakieś śniadanie. Kiedy byłam już na dole zauważyłam Ane.
-Dowiem się, co się wczoraj stało ze TY wyszłaś tak wcześniej z klubu? To na pewno nie było spowodowane złym samopoczuciem – Ładne powitanie
-Również miło mi Cię widzieć Ana- nie mogłam się powstrzymać od sarkazmu, – Kiedy wyszłyśmy wczoraj z Clare zapalić widziałyśmy nie za fajną scenkę i się trochę wystraszyłyśmy. To tyle. Usiadłam na wysepce i zarąbałam jej naleśnika z nutellą. Nie przejmując się jej oburzoną miną popiłam naleśnika jej sokiem i wysłałam jej w powietrzu buziaka. Podeszłam do lodówki i zobaczyłam totalną pustkę. Postanowiłam, że się ubiorę i Pojdę na jakieś zakupy.
-Laska idziemy do jakiegoś marketu? Przydałoby się zrobić jakieś zakupy, bo lodówka świeci pustkami.- Zaproponowałam opierając się o lodówkę i czekając na odpowiedz.
-Ta można było by się przejść. Za 20 minut widzimy się przy wyjściu-rzuciła już będąc na schodach
Nic nie odpowiedziałam tylko poszłam do swojego pokoju, w którym już nie było nikogo. Widocznie młoda już wstała i postanowiła pójść do siebie. Podeszłam do szafy i wyjęłam moją spódniczkę w kwiaty a do tego białą bokserkę i skórzaną kurtkę. Kiedy byłam już ubrana rozczesałam tyko włosy i zrobiłam ponownie kitkę oraz pomalowałam delikatnie rzęsy tuszem. Wzięłam z łóżka telefon i schowałam do kieszeni kurtki razem z kasą. Przygotowana do wyjścia zeszłam na dół. Ha! Po raz pierwszy się nie spóźniłam xD Po chwili na schodach pojawiła się Ana w skórzanej spódniczce i przewiewnej koszuli na grube ramiączka z kołnierzykiem i koronce do biustu. Wyglądała ślicznie. Założyła do tego zwykłe czarne baletki i była gotowa. Natomiast ja do kompletu założyłam moje ulubione Conversy białe do kostki i ruszyłyśmy w drogę.

***
Cały czas trajkotałyśmy, śmiałyśmy się jak za dawnych lat. Po 30 minutach drogi doszłyśmy do Marketu. Stwierdziłyśmy, że w taką pogodę przejdziemy się na piechotę. I dobrze nam to zrobiło haha. Weszłyśmy do sklepu i się zaczęło. Wrzucałyśmy do wózka wszystko, na co miałyśmy ochotę. Płatki, mleko, czekoladę, żelki i wiele wiele innych produktów. Śmiałyśmy się przy tym wszystkim w niebo głosy, ale i tak najlepsze było, kiedy doszłyśmy do półki gdzie były prezerwatywy. Ana stwierdziła, że sobie kupi tak na wszelki wypadek. Wzięła pierwsze lepsze a kiedy okazało się, że wzięła swój ulubiony smak „niby” przypadkiem to nie wytrzymałam i sikałam ze śmiechu a Ana spaliła buraka i z urażoną miną udała się dalej. Śmiałam się całą drogę do kasy. Ludzie patrzyli jak na idiotkę, ale no nie moja wina tak? Ahhaha będę jej to wypominać do końca życia!. Kiedy byłyśmy już przy kasie zauważyłam że przez okno patrzy się nas jakiś koleś którego pierwszy raz widzę na oczy. Wysoki blondyn. Wysportowana sylwetka. Nie był zły. Gdy nasze spojrzenia się spotkały on odwrócił się na pięcie i odszedł. Z lekka się zaniepokoiłam, ale postanowiłam to olać. Zapłaciłyśmy za wszystko i wyszłyśmy ze sklepu. Miałyśmy po cztery siatki. No nieźle xD

***
Wróciłyśmy do domu tym razem taxi, bo nie dałyśmy rade iść taki kawał z takimi ciężkimi siatkami. Po 15 minutach byliśmy już w domu. Zostawiłam rzeczy na blacie w kuchni i wzięłam się za rozpakowywanie.
-Clare!! Emily! Jesteśmy! – Ana zaczęła już drzeć tą mordę z salonu, ale odpowiedziała jej cisza. Pewnie nikogo nie ma w domu
-Bella ja idę do pokoju się przebrać i zejdę CI pomóc to od razu zrobimy jakiś obiad okey? – Zapytała
-Jasne nie ma sprawy.
Kiedy Ana pobiegła na górę ja weszłam do salonu aby włączyć eske czy coś takiego. Akurat na esce właśnie leciała Otilia-Bilionera kocham tą piosenkę. Tanecznym rytmem podeszłam do kuchni, aby rozpakować resztę rzeczy. Kiedy wszystko już było gotowe poszłam na górę aby się przebrać. Założyłam moje shorty i ulubioną bluzę z napisem, „Fuck You”. Wszystko odłożyłam na miejsce i poszłam na dół, aby pomóc tej małpie robić obiad. Ooooo w esce leci dobra nuta Redfoo-New Thing. Najlepsza. Nie mogłam się powstrzymać i zawołałam Ane . Ona jak tylko usłyszała to się uśmiechnęła i zaczęłyśmy robić nasze shake. Zawsze jak słyszymy tą nutę to musimy to zrobić hahahh. Jak skończyłyśmy nasze przedstawienie to śmiejąc się ruszyłyśmy do kuchni aby przygotować obiad.
-Na co mamy ochotę? – Spojrzała na mnie
-Dobre pytanie- udawałyśmy, że myślimy a po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem
-Nie no dobra a tak na serio to ja mam, ochotę na Gofry z nutella. – Powiedziałam wdrapując się na wysepkę.
-Ooooo taaaak!- Krzyknęła Ana z rozmarzeniem. Ahhahahah wariatka!
Wyjęłyśmy wszystkie potrzebne składniki i zaczęłyśmy robić ciastko. Oczywiście nie obyło się bez produktów na naszym ciele, ale to norma. Po jakiś 30 minutach zrobiłyśmy ciasto. Postanowiłam zadzwonić do dziewczyn czy będą na obiad czy nie, bo nie wiemy czy czekać na nie czy też nie. Wybrałam numer do Emily, która po czterech sygnałach odebrała.
~Hej laska. Co tam?
~Siemka maleńka. Za ile mniej więcej będziesz w domu, bo robimy gofry z Ana i nie wiemy czy czekać czy nie?
~Ja jestem u Diego i wątpię, że w ogóle wrócę na noc, więc nie czekajcie na mnie. Jak coś to ja wrócę jutro rano albo po południu.
~Okey okey to miłej zabawy wam życzę!- Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
~Jesteś pojebana, ale dziękuję! Paaa – zacmokała i się rozłączyła.
- Anaaaa! Emily jest u Diego i się zabawiają, więc wróci jutro. – Krzyknęłam – Jeszcze zadzwonię do Clare.
Po 5 sygnałach dopiero odebrała
~No w końcu! Gdzie ty jesteś i za ile będziesz? – Nie ukrywam, że się martwiłam
~Spokojnie jestem u Rayana i wrócę jutro dopiero.
~Następna! Dobra to do zobaczenia jutro. Pamiętaj o gumkach! – Nie dałam jej dojść do słowa i się rozłączyłam.
- Clare też nie będzie więc więcej dla nas – powiedziałam do Any będąc już w kuchni. Kiedy ta robiła gofry to ja delikatnie palcem podkradałam nutelle. Nic nie poradzę na to że ja po prostu KOCHAM nutelle. Kiedy siedziałam tak na wysepce cała w mące itp. Ktoś zadzwonił do drzwi.
-Mała idź otwórz, bo ja nie mogę teraz.
Zeskoczyłam z blatu i poczołgałam się do drzwi wejściowych. Nie patrząc nawet, kto to otworzyłam drzwi. To, co zobaczyłam za drzwiami spowodowało paraliż na całym moim ciele.
-Cześć siostra.



Witam wszystkich ! Przepraszam że rozdział tak późno ale brak czasu a najważniejsze to brak weny :/ miałam tysiąc myśli na minute i nie wiedziałam jak mam to przełożyć na rozdział . mam nadzieje że się spodoba i czekam na jakieś komentarze. Nie muszą być miłe ważne żeby były szczere. Każda rada mi się przyda i na pewno wezmę ją do serca :) Zaczęłam już pisać 3 rozdział więc myślę że pojawi się niebawem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz