sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 3



Rozdział 3
„Nie za wszystko da się przeprosić, ale wszystko można wybaczyć. Nie wszystko można naprawić, ale wszystko można zacząć od nowa.”
-Cześć siostra
Stałam jak bym miała nogi w cemencie. Jak bym nie mogła ich ruszyć bo są takie ciężkie. Nie wiedziałam, co się dzieje. Jak on mnie tu znalazł? Skąd on wiedział gdzie ja mieszkam? O co tu kuźwa chodzi!! Milion pytań na sekundę a odpowiedzi brak.
-Co ty tu robisz? – Zadałam chyba najgłupszą rzecz, jaką można zadać w tej chwili
-hmm stoję? Mogę wejść? Chciałbym porozmawiać- Spojrzał na mnie a w jego oczach widać było ból…
-Tak wchodź.- Wpuściłam go przodem i zauważyłam, że się rozgląda po mieszkaniu – przepraszam za bałagan, ale robiłyśmy z Aną gofry – na samo wspomnienie zachichotałam.
-emm spoko, nic nie szkodzi- uśmiechnął się a ja gestem ręki wskazałam, aby usiadł na kanapie
- Chcesz się czegoś napić?- Kulturalnie zapytałam jak na gospodarza przystało.
-Jeśli masz to jakąś wodę albo coś takiego – Puścił mi oczko. Widziałam, że się na coś zbiera, ale nie wiedziałam, na co. Nie wiem czy powinnam się bać czy też nie.
Kiedy nalałam nam do szklanek coli i zaczęłam iść w kierunku pokoju dostrzegłam na schodach postać mojej przyjaciółki i wiedziałam że to się skończy komicznie
-Ty tępa dzido! Co ty zrobiłaś z moją ulubioną sukienką!?- Zbiegła na dół czerwona ze złości, z malutką sukienka i … w samej bieliźnie hahahahaha wściekła zaczęła kierować się w moją stronę nie zauważając nawet mojego brata . Kiedy podeszła do mnie zapytała
-Na kanapie siedzi jakiś koleś a ja jestem w samej bieliźnie prawda?
-Yep – zaczęłam się pokładać ze śmiechu. Ja przez nią zwariuje.
Ana powolnym krokiem odwróciła się w stronę mojego brata który miał już rumieńce na twarzy i starał się patrzeć wszędzie byle nie na moją nagą, hmmm prawie nagą przyjaciółkę. Kiepsko mu to wychodziło no, ale okay. Kiedy Ana zauważyła kim jest ten koleś jej twarz diametralnie zmieniła swój wyraz. Była w szoku.
-Co ty tu robisz?
-Wy tak witacie wszystkich, co tu przychodzą?- Zapytał rozbawiony.- Tez miło mi Cie widzieć księżniczko.- Powiedział z bananem na ryju. Zapomniałam wspomnieć, że oni się nie lubią, i to, baaardzo nie lubią? Mniejsza.
-Nie mogę powiedzieć tego samego. Christopher – Uhuhu zaczyna się – Bella ja idę na górę bo nie mam ochoty patrzeć na – pauza. – Tego kogoś. – Obrzuciła go pełnym pogardy spojrzeniem i ruszyła na górę.
-Nie patrz się na mój tyłek zboczeńcu!- Krzyknęła w połowie schodów nawet się nie obracając. A mój brat? Spalił buraka hahahhaha.
Podeszłam w końcu i położyłam tackę ze szklankami i ciastkami i usiadłam obok mojego brata.
-Tak wiec hmmm żeby nie było niemiło – zrobiłam pauzę, bo nie wiedziałam jak to powiedzieć-, po co tu przyszedłeś? – Nie wiedziałam jak ja mam inaczej zadać to pytanie.
-Bella posłuchaj – złapał mnie za dłoń- Ja wiem jak nasze relacje wyglądały za nim się wyprowadziłaś. Wiem, że Cię zaniedbywałem i przepraszam, tak cholernie mocno Cię przepraszam. Ale mimo wszystko wiesz, że byłaś i jesteś moją młodszą siostrzyczką, którą kocham nad życie. Pewnie myślisz skąd wiedziałem gdzie mieszkasz. Otóż mam swoich kolegów, którzy szybko Cie namierzyli i już od dawna wiedziałem gdzie mieszkasz. Nie raz przyjeżdżałem pod ten dom, ale za każdym razem tchórzyłem. Po prostu bałem się, że mnie po prostu odrzucisz, czego bym nie zniósł. Bałem się także, że mnie znienawidziłaś po tym jak zostawiłem Cię w takim momencie życia, kiedy potrzebowałaś mnie na zawsze.. Bell przepraszam Cię. Proszę wybacz mi.- Spojrzał na mnie z miną pełną bólu. W jego oczach dostrzegłam tą szczerość. Wierzyłam mu. Nawet nie ogarnęłam, kiedy z moich oczu poleciały pierwsze łzy. To prawda. Zostawił mnie i wybrał kolegów wtedy, kiedy potrzebowałam go najbardziej. Wspomnienia wróciły. Nie powstrzymałam się i wtuliłam się w Chrisa jak za dawnych lat. Ten odetchnął z ulgą i wziął mnie na swoje kolana nie wypuszczając z mocnego uścisku. Kocham go i tak naprawdę już dawno mu wszystko wybaczyłam. Tak naprawdę miałam tylko jego. Rodziców nigdy nie było w domu. Przytulaliśmy się dobre 10 minut. Brakowało mi go.
-Cieszę się, że mi wybaczyłaś naprawdę. Mam tylko Ciebie. – Powiedział i wtedy zauważyłam to. Chris płakał.
-Shhhh już jest okey. Jesteśmy razem jak za dawnych lat pamiętasz? Słynny duet hahah- śmiałam się przez łzy.
-Nie jest dobrze.- Powiedział i zrobił pauzę.
-Nie masz gdzie mieszkać prawda? – Przechytrzyłam go.
-Coo.. Skąd ty to wiesz?- Zapytał z szokiem wymalowanym na twarzy.
-Widziałam walizkę przed domem. – Już chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam – spokojnie wiem, że to nie, dlatego tu jesteś.
-Bella spokojnie. Pojdę, do jakiego motelu się przespać albo coś. Nie pogodziłem się z Tobą, dlatego że nie mam gdzie mieszkać. Nie chce, aby tak to wyglądało.-Zaczął się tłumaczyć
-Chris spokojnie, przed chwilą to powiedziałam. Wiem, że nie, dlatego tu jesteś. Ale ja nie pozwolę Ci spać w żadnym motelu. Prześpisz się tutaj na kanapie. Jest całkiem wygodna hahah wiem, bo testowałam – Puściłam mu oczko i zeszłam z jego kolan.
Skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych a następnie wyszłam na ogródek po jego walizkę. Kiedy weszłam do domu zobaczyłam że siedział cały czas w tym samym miejscu i patrzył na mnie jak na kosmitę.
-Brudna jestem czy co? – Zapytałam ze śmiechem .
-Nie nie. Po prostu nie mogę uwierzyć ze po tym wszystkim ty od tak proponujesz mi nocleg
- Eh Chris posłuchaj. – Usiadłam obok niego i tym razem to ja złapałam go za rękę.- Ja już dawno Ci wybaczyłam. Jesteś moim starszym bratem. Nie mogę się na Ciebie długo gniewać. A po za tym skąd mogłeś wiedzieć, co się działo. Byłam zamknięta w sobie. Nikomu o tym nie powiedziałam wiec ja nie mam Ci tego za złe. Zerwałam kontakt z wami, bo chciałam o tym wszystkim zapomnieć a po za tym było mi najzwyczajniej w świecie wstyd. – Kolejne łzy
-Bella nie powinno Ci być wstyd. Ja powinienem się wstydzić, bo to mnie nie było przy tobie. Ale spokojnie. Mogę ci zagwarantować, że już nigdy więcej nikt Cię nie skrzywdzi. Obiecuję Ci to. – Powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Dziękuje
-Spokojnie maluszku, … chociaż w sumie nie jesteś już taka mała. Jak te dzieci szybko rosną- udał że wyciera łzę a ja się zaśmiałam.
- Dobra koniec tej rozmowy. Zaraz zniosę Ci pościel i pokaże gdzie, co i jak okay?- Zapytałam, na co kiwnął ochoczo głową. – No dobra to przede mną teraz ciężka misja. Idę porozmawiać z Aną. – Wstałam i odetchnęłam
- Powodzenia – zaśmiał się.

***
Po godzinie skończyłam rozmowę z Aną. Oj było ciężko. Ja nie wiem, co takiego się stało, że oni się aż tak nienawidzą. Ale mniejsza.. Nie wnikam. Kiedy zeszłam na dół zobaczyłam że mój brat już smacznie śpi na kanapie. Usiadłam na stoliku przy kanapie i zaczęłam się mu przyglądać. Muszę przyznać, że się wyrobił i to całkiem całkiem. Z małego ciapowatego chłopczyka stał się przystojnym, wysportowanym mężczyzną. Jego bujne blond włosy sterczały teraz na wszystkie strony. Jego duże usta były ułożone w literkę „o”. Kawałek koszulki mu się podwinął na brzuchu, przez co mogłam zobaczyć zarys kaloryfera i … o jezu on miał tatuaż na brzuchu! On nienawidził tatuaży. Zawsze mi powtarzał, że to kaleczenie własnego ciała. A tu proszę, jaka niespodzianka. Stęskniłam się za nim. Patrząc tak a niego stwierdziłam, że sama jestem zmęczona. Wychodząc przykryłam go jeszcze kocem i zdjęłam mu buty oraz spodnie i położyłam na fotelu a następnie zgasiłam światło i ruszyłam do swojego pokoju. Będąc już u siebie zgarnęłam tylko świeżą bieliznę i koszulkę do spania. Prysznic zajął mi jakieś 20 minut, więc po 30 minutach byłam już w łóżku i odpływałam w krainę Morfeusza.






Siemanko ! Mamy już następny rozdział i mam nadzieje że się każdemu spodoba xD Mile widziane komentarze ze szczerą opinią . To bardzo pomaga w pisaniu :)) Następny rozdział pojawi się możliwe że w następnym tygodniu :D

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 2



„Nie przestaje się kochać człowieka tylko dlatego, że cos w życiu spieprzył”

            Podeszłyśmy z Clare w stronę tych dziwnych odgłosów, czyli bliżej tylnego wejścia w ciemnej uliczce. Schowałyśmy się za murkiem tak, aby w razie czego nikt nas nie zobaczył. Głosy tym razem stały się wyraźniejsze i mogłyśmy wszystko usłyszeć
-Gdzie jest moja kasa?! – Słysząc taki mroźny głos aż ciary przeszły mi po całym ciele.
-Proszę daj mi jeszcze, chociaż dwa dni, nie mam przy sobie tej kasy. – Powiedział ktoś inny. Był przerażony.
-Umawialiśmy się na dzisiaj. Chyba Cię ostrzegałem, co się stanie jak niedostane tej kasy, prawda? – Powiedział ten pierwszy  śmiejąc się. To nie był normalny śmiech. Przerażona spojrzałam na Clare i miałam wrażenie, że zaraz zemdleje. Złapałam ją za ręke, aby dodać jej otuchy i … przy okazji sobie też. Nagle usłyszałyśmy błagania wiec postanowiłam, że wychylę się delikatnie i zobaczę, co się dzieje.
To, co zobaczyłam odmieniło moje życie raz na zawsze.
Było ich pięciu i każdy miał na sobie bluzę z kapturem. Wszyscy stali dookoła chłopaka, który klęczał przed jednym z nich i błagam o to, aby dali mu jeszcze dwa dni. Koleś nie słuchał go tylko bezceremonialnie wyjął z kieszeni nóż i od tak dźgnął klęczącego w brzuch. Przerażona wydałam z siebie krzyk razem z, Clare która też widziała całą sytuacje. Ogarnęłyśmy, co zrobiłyśmy dopiero po tym jak wszystkie głowy zostały odwrócone w nasza strone. Bez zastanowienia wzięłam Clare za rękę i pobiegłyśmy do klubu nawet się nie odwracając. Wbiegłyśmy z nadzieją wmieszania się w, tłuma kiedy nagle na kogoś wpadłyśmy. Przysięgam, że serce mi właśnie w tym momencie stanęło. Gdyby nie czyjeś silne ręce upadła bym na tyłek. Z przerażeniem spojrzałam w góre i z ulgą odetchnęłam, kiedy ujrzałam tak dobrze mi znane błękitne oczy. Nie wiele myśląc wtuliłam się w przyjaciela i pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Ej mała, co się dzieje? Ktoś Cię skrzywdził? – Zapytał ze spokojem, ale widziałam malującą się złość w jego oczach.- Co wy jesteście takie przerażone? – Spojrzał najpierw na mnie a potem na zapłakaną Clare tulącą się do Rayana. Opowiedziałyśmy im tylko o tym, że widziałyśmy jak się biją i po prostu się wystraszyłyśmy. Nie chciałyśmy im mówić wszystkiego, bo nie chciałyśmy, aby w razie, czego byli narażeni na niebezpieczeństwo. Chłopcy po usłyszeniu wszystkiego zaproponowali, że odwiozą nas do domu. Napisałam SMS do Any, że wracamy do domu, bo się źle poczułam. Widziałam ją w tłumie tańcząca z jakimś chłopakiem wiec stwierdziłam, że później przeczyta SMS, ale żeby nie było …
Po 30 minutach byliśmy już w domu. Podziękowałyśmy i powiedziałyśmy żeby pojechali z powrotem do reszty. Nie chciałyśmy, aby marnowali wieczór przez nas. Chłopcy niechętnie się zgodzili, ale poszli pod warunkiem ze będziemy w stałym kontakcie. Kiedy wyszli obie poszłyśmy do pokojów aby się wykąpać itp. A potem się umówiłyśmy w moim pokoju aby pogadać.
Kiedy weszłam do pokoju osunęłam się po drzwiach na podłogę i zaczęłam płakać. Nie wytrzymałam tego napięcia. Musiałam dać upust emocją.. Kiedy po 5 minutach jako tako się ogarnęłam, wstałam i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej czystą bieliznę i za duża koszulkę mojego brata. Pamiętam jak jeszcze kiedyś mieszkaliśmy razem.. zawsze mu je podbierałam hahah nie moja wina, że kocham męskie koszulki. Przed wejściem do łazienki zdjęłam jeszcze moją sukienkę i odwiesiłam do szafy a biżuterie odłożyłam na półkę. Kiedy weszłam pod prysznic i pierwsze letnie krople zaczęły spływać po moim ciele poczułam w pewnym sensie jakąś ulgę … Czułam że spływa po mnie cały ten brud dzisiejszego wieczoru. Kiedy skończyłam prysznic opatuliłam się moim mięciutkim ręcznikiem i umyłam zęby a następnie ubrałam się w przygotowane rzeczy. Włosy związałam jeszcze w kitkę i weszłam do mojego pokoju, w którym czekała już moja przyjaciółka z dwoma kubkami gorącej czekolady. Kocham ją normalnie.
Skierowałam się na łóżko i usiadłam po turecku.
-Co my teraz zrobimy? Nie możemy powiedzieć im wszystkim prawdy. Bella nie możemy narazić ich na niebezpieczeństwo!- Ona jest przerażona…
-Skarbie ja wiem o tym wszystkim. Trzymajmy się wersji, którą powiedziałyśmy chłopaką okey?- Złapałam ja za rękę.- Damy rade, ale musimy się trzymać razem. Ja wiem, że to, co się dzisiaj stało Cię dobiło, ale nie możemy się poddać. Oni nas widzieli i musimy mieć oczy dookoła głowy tak? – ”Ona musi być twarda jak zawsze. Nie możemy teraz się poddać, ale cholera jasna my nawet nie widziałyśmy ich twarzy! „ Porozmawiałyśmy jeszcze chwile a potem nawet nie wiem, kiedy zasnęłyśmy…

***
Obudziły mnie promienie słoneczne, które denerwowały mnie już na powitanie dnia. Podniosłam się do pionu i zobaczyłam, że moja przyjaciółka jeszcze smacznie śpi. Nie chciałam jej budzić, bo po wczorajszym powinna się wyspać. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam, że jest po 11. No ładnie. Delikatnie wstałam z łóżka, aby nie obudzić Clare i zeszłam do kuchni, aby zrobić jakieś śniadanie. Kiedy byłam już na dole zauważyłam Ane.
-Dowiem się, co się wczoraj stało ze TY wyszłaś tak wcześniej z klubu? To na pewno nie było spowodowane złym samopoczuciem – Ładne powitanie
-Również miło mi Cię widzieć Ana- nie mogłam się powstrzymać od sarkazmu, – Kiedy wyszłyśmy wczoraj z Clare zapalić widziałyśmy nie za fajną scenkę i się trochę wystraszyłyśmy. To tyle. Usiadłam na wysepce i zarąbałam jej naleśnika z nutellą. Nie przejmując się jej oburzoną miną popiłam naleśnika jej sokiem i wysłałam jej w powietrzu buziaka. Podeszłam do lodówki i zobaczyłam totalną pustkę. Postanowiłam, że się ubiorę i Pojdę na jakieś zakupy.
-Laska idziemy do jakiegoś marketu? Przydałoby się zrobić jakieś zakupy, bo lodówka świeci pustkami.- Zaproponowałam opierając się o lodówkę i czekając na odpowiedz.
-Ta można było by się przejść. Za 20 minut widzimy się przy wyjściu-rzuciła już będąc na schodach
Nic nie odpowiedziałam tylko poszłam do swojego pokoju, w którym już nie było nikogo. Widocznie młoda już wstała i postanowiła pójść do siebie. Podeszłam do szafy i wyjęłam moją spódniczkę w kwiaty a do tego białą bokserkę i skórzaną kurtkę. Kiedy byłam już ubrana rozczesałam tyko włosy i zrobiłam ponownie kitkę oraz pomalowałam delikatnie rzęsy tuszem. Wzięłam z łóżka telefon i schowałam do kieszeni kurtki razem z kasą. Przygotowana do wyjścia zeszłam na dół. Ha! Po raz pierwszy się nie spóźniłam xD Po chwili na schodach pojawiła się Ana w skórzanej spódniczce i przewiewnej koszuli na grube ramiączka z kołnierzykiem i koronce do biustu. Wyglądała ślicznie. Założyła do tego zwykłe czarne baletki i była gotowa. Natomiast ja do kompletu założyłam moje ulubione Conversy białe do kostki i ruszyłyśmy w drogę.

***
Cały czas trajkotałyśmy, śmiałyśmy się jak za dawnych lat. Po 30 minutach drogi doszłyśmy do Marketu. Stwierdziłyśmy, że w taką pogodę przejdziemy się na piechotę. I dobrze nam to zrobiło haha. Weszłyśmy do sklepu i się zaczęło. Wrzucałyśmy do wózka wszystko, na co miałyśmy ochotę. Płatki, mleko, czekoladę, żelki i wiele wiele innych produktów. Śmiałyśmy się przy tym wszystkim w niebo głosy, ale i tak najlepsze było, kiedy doszłyśmy do półki gdzie były prezerwatywy. Ana stwierdziła, że sobie kupi tak na wszelki wypadek. Wzięła pierwsze lepsze a kiedy okazało się, że wzięła swój ulubiony smak „niby” przypadkiem to nie wytrzymałam i sikałam ze śmiechu a Ana spaliła buraka i z urażoną miną udała się dalej. Śmiałam się całą drogę do kasy. Ludzie patrzyli jak na idiotkę, ale no nie moja wina tak? Ahhaha będę jej to wypominać do końca życia!. Kiedy byłyśmy już przy kasie zauważyłam że przez okno patrzy się nas jakiś koleś którego pierwszy raz widzę na oczy. Wysoki blondyn. Wysportowana sylwetka. Nie był zły. Gdy nasze spojrzenia się spotkały on odwrócił się na pięcie i odszedł. Z lekka się zaniepokoiłam, ale postanowiłam to olać. Zapłaciłyśmy za wszystko i wyszłyśmy ze sklepu. Miałyśmy po cztery siatki. No nieźle xD

***
Wróciłyśmy do domu tym razem taxi, bo nie dałyśmy rade iść taki kawał z takimi ciężkimi siatkami. Po 15 minutach byliśmy już w domu. Zostawiłam rzeczy na blacie w kuchni i wzięłam się za rozpakowywanie.
-Clare!! Emily! Jesteśmy! – Ana zaczęła już drzeć tą mordę z salonu, ale odpowiedziała jej cisza. Pewnie nikogo nie ma w domu
-Bella ja idę do pokoju się przebrać i zejdę CI pomóc to od razu zrobimy jakiś obiad okey? – Zapytała
-Jasne nie ma sprawy.
Kiedy Ana pobiegła na górę ja weszłam do salonu aby włączyć eske czy coś takiego. Akurat na esce właśnie leciała Otilia-Bilionera kocham tą piosenkę. Tanecznym rytmem podeszłam do kuchni, aby rozpakować resztę rzeczy. Kiedy wszystko już było gotowe poszłam na górę aby się przebrać. Założyłam moje shorty i ulubioną bluzę z napisem, „Fuck You”. Wszystko odłożyłam na miejsce i poszłam na dół, aby pomóc tej małpie robić obiad. Ooooo w esce leci dobra nuta Redfoo-New Thing. Najlepsza. Nie mogłam się powstrzymać i zawołałam Ane . Ona jak tylko usłyszała to się uśmiechnęła i zaczęłyśmy robić nasze shake. Zawsze jak słyszymy tą nutę to musimy to zrobić hahahh. Jak skończyłyśmy nasze przedstawienie to śmiejąc się ruszyłyśmy do kuchni aby przygotować obiad.
-Na co mamy ochotę? – Spojrzała na mnie
-Dobre pytanie- udawałyśmy, że myślimy a po chwili wybuchnęłyśmy śmiechem
-Nie no dobra a tak na serio to ja mam, ochotę na Gofry z nutella. – Powiedziałam wdrapując się na wysepkę.
-Ooooo taaaak!- Krzyknęła Ana z rozmarzeniem. Ahhahahah wariatka!
Wyjęłyśmy wszystkie potrzebne składniki i zaczęłyśmy robić ciastko. Oczywiście nie obyło się bez produktów na naszym ciele, ale to norma. Po jakiś 30 minutach zrobiłyśmy ciasto. Postanowiłam zadzwonić do dziewczyn czy będą na obiad czy nie, bo nie wiemy czy czekać na nie czy też nie. Wybrałam numer do Emily, która po czterech sygnałach odebrała.
~Hej laska. Co tam?
~Siemka maleńka. Za ile mniej więcej będziesz w domu, bo robimy gofry z Ana i nie wiemy czy czekać czy nie?
~Ja jestem u Diego i wątpię, że w ogóle wrócę na noc, więc nie czekajcie na mnie. Jak coś to ja wrócę jutro rano albo po południu.
~Okey okey to miłej zabawy wam życzę!- Nie mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem.
~Jesteś pojebana, ale dziękuję! Paaa – zacmokała i się rozłączyła.
- Anaaaa! Emily jest u Diego i się zabawiają, więc wróci jutro. – Krzyknęłam – Jeszcze zadzwonię do Clare.
Po 5 sygnałach dopiero odebrała
~No w końcu! Gdzie ty jesteś i za ile będziesz? – Nie ukrywam, że się martwiłam
~Spokojnie jestem u Rayana i wrócę jutro dopiero.
~Następna! Dobra to do zobaczenia jutro. Pamiętaj o gumkach! – Nie dałam jej dojść do słowa i się rozłączyłam.
- Clare też nie będzie więc więcej dla nas – powiedziałam do Any będąc już w kuchni. Kiedy ta robiła gofry to ja delikatnie palcem podkradałam nutelle. Nic nie poradzę na to że ja po prostu KOCHAM nutelle. Kiedy siedziałam tak na wysepce cała w mące itp. Ktoś zadzwonił do drzwi.
-Mała idź otwórz, bo ja nie mogę teraz.
Zeskoczyłam z blatu i poczołgałam się do drzwi wejściowych. Nie patrząc nawet, kto to otworzyłam drzwi. To, co zobaczyłam za drzwiami spowodowało paraliż na całym moim ciele.
-Cześć siostra.



Witam wszystkich ! Przepraszam że rozdział tak późno ale brak czasu a najważniejsze to brak weny :/ miałam tysiąc myśli na minute i nie wiedziałam jak mam to przełożyć na rozdział . mam nadzieje że się spodoba i czekam na jakieś komentarze. Nie muszą być miłe ważne żeby były szczere. Każda rada mi się przyda i na pewno wezmę ją do serca :) Zaczęłam już pisać 3 rozdział więc myślę że pojawi się niebawem :)